80 kilometrów do prawdy – odcinek 2

80 kilometrów do prawdy - odcinek 2

Pobudka. Jedziemy do Parku Narodowego Kilimandżaro. Kontrola dokumentów, rejestracja. Jestem gotowa. Wyprawa na Kilimandżaro to pokonanie skrajnych stref klimatycznych. Podróż zaczynasz w zasadzie w dżungli, w temperaturze +40 stopni Celsjusza, a kończysz w śniegu i odczuwalnej temperaturze -30 stopni C. Twarze moich towarzyszy mówią wiele. Poddenerwowanie, ekscytacja, pewnie lekki strach. Moja twarz mówi zapewne to samo. Czeka mnie 5 dnimarszu w bardzo trudnych warunkach. Zamierzam przebyć dystans 80 km idąc po 8 godzin dziennie. To będzie 80 km do prawdy. Takiej mojej, osobistej prawdy. Idę.

Niestety pierwsze problemy pojawiają się już po 5 godzinach. Nie mam pojęcia co się ze mną dzieje. Mój organizm odmawia posłuszeństwa i to już w pierwszej fazie wyprawy. Czuję potworny ból głowy i nie mogę złapać oddechu. Serce wali mi jak młot pneumatyczny. Każdy krok jest dla mnie wyzwaniem. Czuję jakbym na plecach zamiast mojego plecaka miała wóz z węglem. Dopada mnie strach. Zaczynam zdawać sobie sprawę jak trudne zadanie przede mną. W głowie kłębią się pytania. Co będzie dalej ? Jak poradzę sobie w wyższych partiach skoro już na początku dopadł mnie tak potworny kryzys ? Na szczęście obóz jest blisko.

W obozie nasz opiekun mierzy mi ciśnienie. Masakra. Jeszcze nigdy nie byłam w takim stanie. Chcą podać mi tlen. Jednak znam zasadę, która mówi, że ten, kto otrzymuje tlen opuszcza grupę i schodzi na dół. Dla niego wyprawa się kończy. Nie chcę tego. Nie przyjmuję tlenu.

Opiekun naszej wyprawy prosi mnie o rozmowę. Widzę, że jest mocno przestraszony moim stanem. Pyta, czy mam problemy z sercem. Mój dalszy udział w wyprawie stoi pod wielkim, jak ta góra, znakiem zapytania…

„Ja ??? – Ależ skąd. Jestem aktywna, silna, uprawiam sport. Sama siebie nie poznaję.” – mówię.

Nie wiem co się stało, ale nie wygląda to dobrze.

Idę do namiotu. Wiem, że nie mogę się rozkleić. Jestem pewna, że fizycznie jestem zdrowa i że nic poważnego mi nie dolega. To wszystko musi siedzieć w głowie. Stres. Nowa sytuacja. Emocje. Pierwsza tak poważna samotna podróż… bez bliskich, z którymi zresztą nie mam nawet możliwości pogadać telefonicznie. Całkowity brak zasięgu.