80 kilometrów do prawdy – odcinek 3

🗻80 kilometrów do prawdy – odcinek 3

„Kobieto!!! Ogarnij się!” – mówię sama do siebie. „Weź się w garść i zapierdzielaj na ten szczyt tak jak sobie wymarzyłaś – nic ci nie jest”. Zasypiam wykończona.
Budzę się silniejsza i w lepszym nastroju. Objawy kryzysu są dużo mniej uciążliwe. Czuję, że dochodzę do siebie. Będzie dobrze. Musi być dobrze. Szybki posiłek i ruszamy dalej.

Zanim wyruszyliśmy, jeszcze na dole myślałam, że będę maszerowała szybko, sprawnie i bez słabszych momentów. Jestem przecież silna i wysportowana. Teraz zdałam sobie sprawę, że to przecież nie jest ważne. Dotarło do mnie, że muszę znaleźć własny sposób na
tę górę. Muszę opracować strategię. Własne tempo marszu. Najlepszy sposób regeneracji. Muszę znaleźć swój sposób noszenia ciężkiego plecaka. To jest przecież moja podróż i tylko moja. Każdy robi to po swojemu, tak jak czuje i chce. Ja również.

Każdy kolejny dzień zaczynamy o 6:00, kubkiem herbaty imbirowej pitej w grubych rękawiczkach. Jest coraz zimniej. Od pewnego momentu wyprawy odczuwam brak łaknienia i pragnienia, lecz mimo to muszę pić 3-4 litry płynu dziennie. Nie ma wyjścia. W przeciwnym razie się odwodnię, a odwodnienie oznacza tylko jedno – koniec mojej wyprawy. Oprócz posiłków przygotowywanych w bazie przez Porterów wspomagałam się dotychczas batonami energetycznymi. Teraz jem już tylko żele, gdyż tylko one nie zamarzają. Jest bardzo zimno.

Po zwalczeniu pierwszego kryzysu uświadomiłam sobie, że moim celem nie jest sam szczyt, tylko droga w jego kierunku. Moim celem było to, żeby każdego ranka wyjść z namiotu i po prostu iść, krok po kroku, do przodu, coraz wyżej. Droga była celem. Spełnieniem marzeń. Z każdym krokiem poznawałam inną siebie. Odkrywałam w sobie takie rzeczy, o których nie miałam pojęcia. Tego doświadczenia nie potrafię porównać z żadnym dotychczasowym przeżyciem.

80 kilometrów do prawdy - odcinek 3