Małgorzata Pieczyńska – Dlaczego warto wspierać polskie marki?

Małgorzata Pieczyńska - Dlaczego warto wspierać polskie marki?

W tym (innym niż zwykle) roku przekonałyśmy się, że Polki i Polacy potrafią się zjednoczyć, być solidarni i wspierać polskie marki. Powód? Pandemia i pomoc rodzimym przedsiębiorcom. Ale czy aby na pewno to jedyna motywacja do kupowania ubrań od polskich projektantów? Okazało się, że nie 🙂 Przeczytajcie krótką rozmowę z Małgorzatą Pieczyńską, a dowiecie się co mamy na myśli.

Agata Bańda: Małgosiu, powiedz nam, czy, według Ciebie, przed pandemią Polki były bardziej skłonne do wspierania polskich marek czy niekoniecznie?

Małgorzata Pieczyńska: Pamiętam, jak kiedyś chodziłam na zakupy, latem, w czasie urlopu. Towarzyszyła mi moja siostra, która mieszka i pracuje w Szwajcarii, na bardzo wysokim stanowisku. Zaproponowałam jej: Chodźmy, kupimy coś, w okolicy jest Armani.
A ona mi mówi: Ale ja chcę jakąś polską markę. Coś, czego nikt nie ma.

A.B.: No tak, kobiety często lubią się wyróżniać 🙂

M. P.: To było wiele lat temu, im więcej czasu mija, tym bardziej dochodzę do wniosku, że jej koncepcja była słuszna. Wiadomo, że największe ikony mody mają wspaniałe, piękne, klasyczne ubrania, ale wydaje mi się, że jeżeli ktoś chce pokazać otwarcie na fantazję, brawurę, odwagę, powinien szukać czegoś innego. Na przykład różowej panterki albo ubrań o kolorze fuksji. I na pewno będzie to zarówno eleganckie, taktowne i na miejscu, a jednocześnie będzie pokazywało jakąś wewnętrzną brawurę, będzie emanowało czymś dużo ciekawszym niż klasyczny kostium z białą bluzką, którą naprawdę może kupić każdy, kto tylko ma pieniądze.

A.B.: A do kupienia wyjątkowej, nieoczywistej stylizacji, potrzebny jest też charakterek, prawda? 😉

M.P.: Jeśli chodzi o emanację wewnętrzną, to tak. Tu trzeba się bardziej wykazać. Trzeba odważyć się do zrobienia czegoś bardziej oryginalnego.

A.B.: Ale wracając do wspierania…

M.P.: Jeśli chodzi o popieranie polskich marek – to jest oczywistość, że tak musimy robić. To jest świetne, że wiele polskich marek jest niszowych. Że są małe. Że nie chodzi w tym cała ulica. Że tych sukienek nie będą miały na swoich studniówkach wszystkie maturzystki.

A.B.: To dla Ciebie ważne? Żeby wyglądać inaczej niż inni?

M.P.: To jest dla mnie bardzo ważne. Zawsze jak wychodzę na większe spotkania, czy znajduję się w bardziej oficjalnych okolicznościach, to staram się mieć taki ciuch, którego nie spotkam na tym przyjęciu.

Pamiętam jedną z imprez Sylwestrowych i moją przyjaciółkę. Miałyśmy wynajęty pokój w hotelu, w którym była zabawa, żebyśmy mogły swobodnie się w nim przebierać. I ona miała ze sobą kilka wieszaków z ubraniami.

Pytam ją: – Jak to? To nie masz jednej kreacji, tylko kilka?
A ona mówi: – Wiesz co, bo ja kupowałam w Berlinie w KDW i myślę, że pół sali może mieć to samo, z tej samej kolekcji.

I pomyślałam sobie „Rany boskie, jak to fajnie, że ja nie muszę mieć takich obaw. Ja ubrałam się w niszowej marce, której na pewno pół sali nie będzie miało, bo ta sukienka nawet nie jest szyta w tylu egzemplarzach!

A.B.: No tak, są przecież marki, które stawiają na jakość, a nie ilość 🙂

M.P.: Także wydaje mi się że to jest wielką siłą. Ta oryginalność. Oryginalność i odwaga, jaka idzie właśnie za pomysłem ubrania się u jakiejś fajnej dziewczyny i jej matki, które projektują coś niszowego i zwariowanego. Jestem za! 🙂